Dyrektywa NIS 2 ma podnieść poziom cyberbezpieczeństwa w europejskich organizacjach, wprowadzając nowe obowiązki związane z zarządzaniem ryzykiem, raportowaniem incydentów oraz odpowiedzialnością kadry zarządzającej. Choć dostosowanie się do nowych wymogów jest niezbędne, samo spełnienie zapisów regulacji nie oznacza jeszcze skutecznej ochrony przed cyberatakami. Procedury i dokumentacja nie wykryją bowiem zagrożeń ani nie pokażą, że cyberprzestępcy od tygodni lub miesięcy poruszają się po firmowej sieci.
To właśnie dlatego coraz więcej ekspertów podkreśla, że zgodność z NIS 2 powinna być traktowana jako punkt wyjścia, a nie cel sam w sobie. Organizacja może spełniać wszystkie wymagania formalne, a jednocześnie nie dysponować odpowiednią widocznością swojej infrastruktury i aktywności w sieci. W efekcie zagrożenia pozostają niezauważone, a ich wykrycie następuje dopiero wtedy, gdy dochodzi do poważnego incydentu. W praktyce oznacza to, że zgodność z przepisami i rzeczywisty poziom cyberodporności nie zawsze idą ze sobą w parze.
NIS 2 ma zwiększyć odporność cyfrową podmiotów kluczowych i ważnych w branżach istotnych dla gospodarki i społeczeństwa. W praktyce oznacza to m.in. obowiązki dotyczące zarządzania ryzykiem, obsługi i zgłaszania incydentów, kontroli dostępu, zapewniania ciągłości działania oraz bezpieczeństwa łańcucha dostaw. To ważny krok, ponieważ przez wiele lat cyfrowa ochrona była traktowana przede wszystkim jako problem techniczny, a nie element całościowego zarządzania przedsiębiorstwem.
Regulacje prawne wyznaczają bazowy poziom: wskazują, jakie procesy i zabezpieczenia należy wdrożyć, ale nie zapewniają operacyjnej widzialności ruchu sieciowego, zachowań użytkowników i zależności między systemami. Ryzyko polega na tym, że część firm może potraktować zgodność z wymogami jako potwierdzenie skutecznej ochrony, podczas gdy współczesne zagrożenia coraz częściej rozwijają się poza obszarem widocznym dla tradycyjnych mechanizmów kontroli.
"NIS 2 pomaga uporządkować procesy związane z cyberbezpieczeństwem i zwiększa odpowiedzialność przedsiębiorstw za zarządzanie ryzykiem. Nie należy jednak traktować regulacji jako gwarancji bezpieczeństwa. Nawet najlepiej przygotowana dokumentacja nie odpowie na pytanie, czy w danym momencie w sieci nie dochodzi do działań, które mogą prowadzić do naruszenia bezpieczeństwa" - komentuje Jakub Andrzejewski, Business Development Manager for Poland & CIS w Progress Software.
Równolegle zmieniają się metody działania cyberprzestępców. Zamiast próbować sforsować zabezpieczenia w sposób, który od razu zwraca uwagę zespołów bezpieczeństwa, coraz częściej wykorzystują przejęte dane uwierzytelniające, legalne konta użytkowników oraz zaufane połączenia między systemami. Dzięki temu ich aktywność przypomina zwykłe działania wykonywane przez pracowników, co pozwala im przez długi czas pozostawać niewykrytymi.
Z perspektywy atakujących jest to znacznie skuteczniejsza strategia niż głośne i łatwe do wykrycia próby włamania. Im dłużej pozostają niezauważeni, tym większe mają możliwości rozszerzania uprawnień, przemieszczania się pomiędzy systemami oraz uzyskiwania dostępu do najcenniejszych zasobów organizacji. W efekcie wiele firm dowiaduje się o incydencie dopiero wtedy, gdy dochodzi do wycieku danych, zakłócenia ciągłości działania lub innych zdarzeń wywierających bezpośredni wpływ na funkcjonowanie przedsiębiorstwa.
Rosnąca złożoność środowisk informatycznych sprawia, że samo wdrażanie zabezpieczeń przestaje być wystarczające. Firmy korzystają obecnie jednocześnie z własnej infrastruktury, usług chmurowych, aplikacji dostarczanych przez zewnętrznych partnerów oraz rozwiązań mobilnych. Każdy z tych elementów generuje ogromne ilości danych i tworzy kolejne zależności, które należy monitorować. W takich warunkach coraz większego znaczenia nabiera zdolność do obserwowania zachowania całego środowiska IT, a nie tylko poszczególnych jego komponentów.
Właśnie dlatego coraz więcej organizacji koncentruje się na budowaniu pełniejszego wglądu w ruch sieciowy. To właśnie tam często pojawiają się pierwsze sygnały rozwijającego się incydentu - nietypowe połączenia między systemami, próby komunikacji z nieznanymi adresami zewnętrznymi czy nieoczekiwane transfery danych. Pojedyncze zdarzenia nie muszą wzbudzać podejrzeń, jednak analizowane łącznie mogą ujawnić wzorce wskazujące na aktywność cyberprzestępców.
"Współczesne ataki coraz częściej wykorzystują normalny ruch sieciowy i legalne uprawnienia użytkowników. Z tego powodu samo monitorowanie wybranych elementów infrastruktury nie daje pełnego obrazu sytuacji. Kluczowe staje się rozumienie zależności pomiędzy zdarzeniami oraz identyfikowanie subtelnych odstępstw od typowego zachowania sieci" - mówi ekspert Progress Software.
Takie podejście określa się mianem obserwowalności środowiska IT (IT observability). Oznacza ono zdolność do łączenia danych pochodzących z sieci, systemów, aplikacji i aktywności użytkowników, aby szybciej wykrywać anomalie, właściwie interpretować ich kontekst i skuteczniej priorytetyzować działania zespołów bezpieczeństwa. W praktyce największym wyzwaniem nie jest już brak informacji, lecz ich ogromna liczba. W środowiskach generujących tysiące zdarzeń każdego dnia kluczowe staje się oddzielenie sygnałów wymagających natychmiastowej reakcji od zwykłego szumu informacyjnego.
Rosnąca skala danych sprawia, że przedsiębiorstwa coraz częściej wdrażają zaawansowane mechanizmy analityczne wykorzystujące korelację zdarzeń oraz wykrywanie anomalii na podstawie informacji z wielu źródeł. Dzięki temu możliwe jest szybsze identyfikowanie zagrożeń, które przy tradycyjnym monitorowaniu mogłyby przez długi czas pozostać niezauważone.
Dyskusja wokół NIS 2 koncentruje się obecnie głównie na nowych obowiązkach regulacyjnych. Jest to naturalne, ponieważ przedsiębiorstwa muszą przygotować się do spełnienia wymagań i uniknięcia potencjalnych konsekwencji związanych z ich niedopełnieniem. W dłuższej perspektywie o poziomie cyberodporności będzie jednak decydować nie tylko zgodność z przepisami, ale także zdolność do szybkiego wykrywania zagrożeń i reagowania na nie.
"Przedsiębiorstwa nie powinny traktować zgodności z regulacjami jako końcowego etapu budowania bezpieczeństwa. To fundament, na którym można rozwijać bardziej zaawansowane kompetencje związane z wykrywaniem zagrożeń oraz rozumieniem tego, co dzieje się w sieci. Im lepsza widzialność środowiska IT, tym większa szansa na ograniczenie skutków incydentu jeszcze zanim wpłynie on na działalność przedsiębiorstwa" - podsumowuje Jakub Andrzejewski.
Przewagę będą mieć podmioty, które potraktują NIS 2 jako punkt wyjścia: uporządkują procesy, ale równolegle zbudują zdolność do wykrywania pierwszych sygnałów ataku w ruchu sieciowym i zachowaniu systemów. NIS 2 wyznacza kierunek zmian, jednak rzeczywista odporność cyfrowa zaczyna się tam, gdzie kończy się lista obowiązków, a zaczyna pełne zrozumienie własnego środowiska informatycznego.
Źródło: Progress Software